Bistro Entliczek-Pentliczek Czeski Knedliczek po Kuchennych Rewolucjach. Spróbowaliśmy menu Magdy Gessler

Odwiedziliśmy Bistro Entliczek-Pentliczek Czeski Knedliczek w Raciborzu, jedno z najmłodszych „dzieci” Magdy Gessler i jej Kuchennych Rewolucji. Zdjęcia zakończono zaledwie kilka dni wcześniej. Specjalnością kuchni jest kaczka, całkiem niezła kaczka, jednak wielka porcja może pokonać nawet prawdziwego głodomora. Szczególnie, że na przystawkę serwują tu… serdelki.

Pamiętamy ten szał, który jeszcze kilka lat temu towarzyszył otwarciom restauracji po rewolucji. W „Entliczku” zarezerwowaliśmy więc stolik, ale gdybyśmy przyszli prosto z ulicy, też znalazło by się miejsce. Przynajmniej na otwarciu w lokalu nie było szturmu, to pewnie zmieni się w kolejnych dniach, gdy wieść rozniesie się po okolicy. W telewizji odcinek z Raciborza będzie można zobaczyć dopiero za kilka miesięcy. Dużo szybciej kontrolnie bistro odwiedzi jeszcze Magda Gessler. Zrobimy więc mały spojler. Próbowaliśmy dań, które restauratorka zaserwowała podczas kolacji.

Bistro to tak naprawdę jedna z sal dużego domu przyjęć Imperia znajdującego się w centrum miasta, choć w oddaleniu od rynku, który w Raciborzu jest gastronomicznym centrum. W dawnej stołówce przebudowanej w stylu kojarzącym się z latami 90. Magda Gessler postanowiła urządzić bistro w czeskim klimacie, w dodatku z figlarną nazwą, więc na już na starcie wita nas niezły miszmasz.

W białej wcześniej sali teraz jest kolorowo, dominują fiolety, brązy i żółcie oraz motyw szyszek chmielu, żeby kojarzyło się z Czechami, do których z Raciborza  jest zresztą rzut beretem. Nie ma baru z nalewakami i trochę go w tutaj brakuje, szczególnie, że miejsce chce się kojarzyć z czeskim piwem. W kartach, które dostajemy po chwili, nie ma też sekcji z czeskimi piwami. Jest tylko enigmatyczne „piwo czeskie” do wyboru, ale gdy pytamy o bezalkoholowe, a Czesi robią je naprawdę niezłe, możemy zamówić tylko bardzo kiepskiego Lecha, do którego dostajemy kufel Żywca. Ale co tam, najważniejsza przecież jest kuchnia.

Karta ma dwie części – dania wprowadzone przez Magdę Gessler z interpretacjami czeskimi i regularne menu z kuchnią śląską i polską. Oczywiście zamawiamy rewolucyjnie. Najpierw na stole pojawiają się serdelki na ciepło w sosie musztardowym razem z małą sałatką i pieczywem. Trudno powiedzieć, co by na to powiedzieli w Czechach, gdzie do piwa zagryza się raczej parówki marynowane w zalewie octowej z cebulą i przyprawami, bardzo wyraziste w smaku, w wersji „entliczkowej” trochę jednak bez wyrazu. Kontrapunktem mogła być wspomniana sałatka, ale oszczędzono jej choćby kropli winegretu czy octu.

Za to gorąca zupa czosnkowa z surowym żółtkiem wpuszczanym przez kelnerkę już po podaniu smakowała nam bardzo, mimo że też raczej daleko jej do czeskiego kanonu. Za Olzą zazwyczaj ma ona formę nieco mętnego bulionu, ta bardziej przypominała rzadki krem. Przede wszystkim chodzi jednak o czosnek. Czesi dodają roztarty ząbek na dno talerza i zalewają gorącym płynem, dzięki czemu aromat jest bardzo intensywny. Tu czosnek pra3dopodobnie został dodany do gotującej się zupy, niemniej całość bardzo na plus.

Chlubą „Entliczka” jest jednak kaczka – można zamówić połowę pieczonej tuszki, co ostatecznie po wszystkim, co już wylądowało w żołądku, wydaje się porcją monstrualną, no i przekłada się na cenę takiej porcji. Ale to jedyny mankament. Skórka jest rumiana, a mięso za dotknięciem widelca odchodzi od kości i rozpływa się w ustach. Kaczka jest doprawiona oszczędnie, tak jak lubimy, gdyż to aromatyczne mięso poza pieprzem i solą w zasadzie nie potrzebuje niczego więcej. Zanurzone we sosie własnym smakuje wybornie. Ale są jeszcze dodatki – czeski knedlik, którym można wytrzeć talerz do sucha, i na przełamanie gruszka w kisielu z czerwonego wina. Pomysł na ten dodatek bardzo fajny, kisiel mógłby być jednak bardziej kwaśny, tylko na winie, tu było czuć jakiś landrynkowy aromat, prawdopodobnie z kisielu w proszku. Co nie zmienia faktu, że całość była niezwykle udana.

Entliczkowi życzymy powodzenia, bo na czosnkową i kaczkę chcielibyśmy kiedyś jeszcze tu zajrzeć, ale wtedy już na duże czeskie wielką pianą, najlepiej prosto z beczki.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here