Gdynia na kilka godzin. Co warto zobaczyć? Gdzie zjeść?

29

Gdynia to bardzo ciekawe miasto. Będąc na Pomorzu, warto wpaść tu na kilka godzin, choć to za mało, by nacieszyć się samym Molem Południowym.

W Gdyni nie znajdziecie starych kamienic. To jedno z najmłodszych miast w Polsce – z wioski rybackiej przekształciła się w nie dopiero w 1926 roku. Budowa Gdyni była jednym ze sztandarowych projektów gospodarczych II Rzeczpospolitej. Budowa trwała dekadę. Duży i nowoczesny port miał stanowić przeciwwagę dla nieprzychylnego polskim władzom Gdańska. Dziś oba miasta wraz z Sopotem tworzą aglomerację Trójmiasta.

Budowa portu w Gdyni zabrała kawałek morza. Spacerując po Molu Południowym można odszukać oznaczenie dawnej linii brzegowej. Wieżowce Sky Tower stoją tam, gdzie kiedyś falował Bałtyk.

Ponieważ na zwiedzanie mieliśmy tylko kilka godzin, postanowiliśmy odwiedzić najbardziej charakterystyczną część Gdyni – Nadmorską Strefę Prestiżu Miejskiego i znajdujące się w jej obrębie Molo Południowe – pierwszy pirs gdyńskiego portu od początku pełniący rolę deptaka. Warto się tu po prostu przejść, zobaczyć pomnik pisarza-marinisty Josepha Conrada, stalową „Grę masztów” lub po porostu pozachwycać się morzem i widokiem na Zatokę Gdańską oraz statki, które co chwilę wpływają do portu.

Na Molu Południowym jest co zwiedzać. Można wybrać się do Akwarium Gdyńskiego zobaczyć okazy fauny i flory morskiej lub wejść na pokład jednego z dwóch statków muzeów cumujących przy nabrzeżu: to niszczyciel ORP Błyskawica, który zasłynął na polach bitew morskich II wojny światowej, i żaglowiec Dar Pomorza. Ze względu na ograniczony czas musieliśmy wybrać jeden z nich, zdecydowaliśmy się spędzić kilka chwil pod żaglami. Dar Pomorza należy do Narodowego Muzeum Morskiego w Gdańsku. Ma bardzo ciekawą historię. Marynarskiego ducha i powiew dawnych przygód da się tu poczuć na każdym kroku.

Trzymasztowy żaglowiec zbudowano pod koniec pierwszej dekady XX wieku w Hamburgu. Od początku pływał jako jednostka szkoleniowa. Po I wojnie światowej trafił do Francji w ramach reparacji. W 1929 roku dzięki funduszom z datków fregatę zakupił Pomorski Komitet Floty Narodowej. Rok później, po remoncie w Danii, Dar Pomorza dotarł do Gdyni. Od tamtej pory żaglowiec służył jako statek szkoleniowy, opływając z kilkoma pokoleniami młodych marynarzy cały świat. Przebył po morzach i oceanach odległość odpowiadającą 25 rejsom dookoła świata.

Bilet wstępu na statek kupuje się przy wejściu na pokład – normalny kosztuje 8 zł, ulgowy 5 zł. Zwiedzanie odbywa się po trasie prowadzącej pod podkład przez salę ekspozycyjną, maszynownię, kajuty oficerów oraz pomieszczenia operacyjne i kończy na górnej części statku, gdzie można po prostu spędzić kilka chwil, ciesząc się wyjątkową scenerią. Jeśli robicie pamiątkowe zdjęcia, tu wyjdą pięknie.

Dla tych, którzy wolą militarne klimaty, gratką będzie zwiedzenie ORP Błyskawica. Okręt Muzeum Marynarki Wojennej cumuje tuż obok. Zwiedzanie odbywa się do godziny 18. My już nie zdążyliśmy. Przy kolejnej wizycie w Gdyni – punkt obowiązkowy.

Od zwiedzania mocno zgłodnieliśmy, dlatego postanowiliśmy wejść do jednej z knajpek przy promenadzie. Po krótkim rekonesansie padło na „Przystań” stylizowaną na starą chatę.

Przekonała nas informacja na potykaczu: dorsz serwowany w lokalu jest łowiony przez rybaków z pobliskich Mechelinek. Potwierdziła to także kelnerka. Nad Bałtykiem warto zwrócić na to uwagę. Zdarza się, że w knajpach serwowany jest dorsz atlantycki, dokładnie taki sam, jakiego możecie sobie kupić w każdym sklepie. Ten bałtycki zazwyczaj podawany jest ze skórą, a mięso nie jest tak grube jak w przypadku ryb poławianych na oceanie. Wcześniej jednak dostaliśmy zupę rybną. Bardzo podobną do tej, którą gotowaliśmy jakiś czas temu w naszej kuchni – Najlepsza Zupa Rybna. Jak Zrobić? Przepis Przywieziony Znad Morza. Ta z „Przystani” była niezła, pikantna i aromatyczna, a ponieważ wieczorem zrobiło się chłodno, przyjemnie rozgrzała.

Sam dorsz też był bardzo przyjemny – dobrze usmażony, doprawiony tylko solą i pierzem, w delikatnej panierce z bułki tartej podany z kawałkiem cytryny i odrobiną świeżej natki. Frytki niestety z paczki, ale to standard w miejscach obleganych przez turystów. Surówek tym razem nie zamawialiśmy.”Przystań” jak najbardziej godna polecenia, podobnie jak cała nadmorska część Gdyni.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here